środa, 15 listopada 2017

Fia w listopadzie

Lubię jesień
Nawet bardzo
Nawet z jej depresyjnym listopadem

To taki okres kiedy można być śpiącym i smutnym do woli i każdy ze zrozumieniem pokiwa głową, wiadomo, sam też przechodzi boleśnie listopadowy spleen.

Autorem grafiki jest https://www.facebook.com/iqkartka/  a źródłem:  http://joanna-kwiecistybalkon.blogspot.com/2014/11/zote-kawowe-drzewko-swiecznik.html

Ja od kiedy wróciłam do pracy żyję w jakimś dzikim pędzie, z trudem jestem w stanie odnaleźć się znów w zwykłym życiu. Zwariowanej sytuacji nie poprawia fakt istnej lawiny zwolnień w mojej pracy oraz bardzo dokuczający mi syndrom chemobrain. Przez większość czasu mój umysł znajduje się za mgłą, mam duże problemy z koncentracją i pamięcią, bardzo utrudnia to codzienne funkcjonowanie. A pomyśleć, że kiedyś (o ja, nieskromna ;) ) byłam naprawdę bardzo inteligentna.  Teraz raczej nikt by mi nie uwierzył, szczególnie gdyby widział, jak z wysiłkiem próbuję sobie przypomnieć jak u licha nazywa się taki przedmiot z uchem, w którym piję herbatę, albo posłuchał przykładowej rozmowy z czytelniczką:

CZ - Czy mogłaby mi pani wydrukować do kiedy mam te książki?
JA (głosem bardzo kompetentnej bibliotekarki) - Oczywiścieeee :)  a czy wydrukować do kiedy ma pani wypożyczone te książki?

Tiaaa ;)
Może powinnam coś zażywać?
Bilobil?
Bilomag?
Żeń-szeń?
Jakieś pomysły?
Chętnie przygarnę.




piątek, 27 października 2017

Refleksje na piątkowy wieczór

Po moim pierwszym przepracowanym tygodniu, muszę wam powiedzieć, że jest moc. Jestem całkowicie profesjonalna, pomocna i błyskotliwa. Naprawdę czas zakopać te ostatnie, niefortunne miesiące pod grubą warstwą nowych wspomnień i wrażeń.

***

Będąc jeszcze na zwolnieniu,  wpadłam raz na pomysł aby wcale nie prostować włosów. Ponieważ efekty były dość obiecujące, obejrzałam kilka filmików na yt dotyczących pielęgnacji włosów kręconych, nie wydawało się to zbyt skomplikowane ani czasochłonne, wcieliłam więc je w życie i oto moje nowe włosy:



Nie jest to może skręt na miarę Beyonce, ale wśród moich znajomych ten fryz robi prawdziwą furorę 😉😄🙆


sobota, 21 października 2017

Powrót do pracy

Nie wiem gdzie mi ten czas bezustannie ucieka. Mam wrażenie, że łapię tylko jego skrawki i tak oto nastał ostatni weekend przed powrotem do pracy, a nie jest to wcale proste w moim przypadku.

Aby powrócić na etat po dłuższym zwolnieniu potrzebne jest zaświadczenie od lekarza medycyny pracy, że można wykonywać swoje obowiązki.

O tym wiedziałam.

Logiczne.

Ale nie wiedziałam, że aby uzyskać takie zaświadczenie trzeba przedłożyć temu lekarzowi zaświadczenie od innego lekarza(najlepiej prowadzącego) o tym, że można wykonywać swoje obowiązki...

I tu zaczynają się schody...

Do mojej onkolog nie ma zapisów do końca roku, pojechałam więc w czwartek czatować na nią pod gabinetem, bo tego dnia, jak poinformowano mnie telefonicznie, miała przyjmować pacjentów.

No właśnie, miała...

Ale nie przyjmowała bo wzięła urlop.

No, pech.

Czym prędzej zadzwoniłam do swojej przychodni aby umówić wizytę do mojej ulubionej internistki, która cokolwiek kojarzy z mojej onko historii i o radości! akurat był wolny termin na piątek rano.

Jadę więc w piątek rano, z uśmiechem podchodzę do stanowiska Rejestracja i wyobraźcie sobie moją minę, gdy dowiedziałam się, że owszem jestem zapisana ale na czwartek rano. Na ten wczorajszy czwartek, w który dzwoniłam po południu aby umówić wizytę. Ktoś miał chyba małe zakrzywienie czasoprzestrzeni... Szczęśliwie było jednak wolne miejsce do innego lekarza za kwadrans, z drżącym sercem zasiadłam więc w poczekalni.

Wchodzę.

Lekarz a i owszem. Wysłuchał, pokiwał głową, pochrząkał i zaproponował przedłużenie zwolnienia do końca miesiąca.

Więc tłumaczę mu, że jestem zdrowa, chcę pracować, pokazuję jak pięknie się wygoiło, daję wypis z radioterapii. A lekarz? Ponownie wysłuchał, pokiwał głową, pochrząkał i zaproponował przedłużenie zwolnienia do końca miesiąca.

No to już mi łzy poszły z tych nerwów. Na tą biurokrację, na tą instytucję lekarza medycyny pracy, na tę kolejkę do onkologa. A lekarz czyta ten wypis, pyta mnie gdzie pracuję i zabiera się za pisanie zaświadczenia. O niebiosa! Jestem w domu! To znaczy w pracy 😉 Nie ma to jak łzy niewieście na rozmiękczenie męskiego serca 😃

Potem tylko jazda przez pół miasta i uzyskanie tego cudownego dokumentu, który mówi, że jestem zdrowa, i że wracam na swoje tory, po ponad dwóch miesiącach życia w świecie onkologii. 

Kochani, wróciłam 😌

środa, 11 października 2017

Goję się

No hoho... Jestem po raz kolejny pełna podziwu dla mojego ciała. W ciągu kilku dni stan mojej skóry znacznie się poprawił. Gdy już się zaczęło goić, to proces idzie błyskawicznie. Wprawdzie mój chirurg-onkolog aż jęknął, gdy dziś podniosłam bluzkę, ale szybko mu wytłumaczyłam, że teraz to doprawdy jest już naprawdę świetny widok ;)

***
Co porabiacie w jesienne wieczory? Ja dziś pomyślałam, że przez ostatnich 20 lat mój ulubiony sposób ich spędzania zasadniczo nie uległ zmianie. Wieczór idealny to: książka z cyklu Jeżycjada, słone paluszki i herbata :D

piątek, 6 października 2017

Drugi stopień...

Drugi stopień odczynu popromiennego - oto naukowa nazwa pogorzeliska na mojej klacie. Byłam dziś u radioterapeuty, po tym jak rano zdjęłam bawełnianą koszulkę, w której spałam, razem ze skórą, jednak lekarz twierdzi, że to zwykłe atrakcje po takiej dawce naświetlań.

No to kulę się dalej. Ile dam radę, oddaje się tej szlachetnej czynności w pozycji horyzontalnej, ale kulę się z bólu również w sklepie, autobusie i tramwaju. Kulę się w poczekalniach, rozmawiając z nauczycielką syna(staram się sprawiać wrażenie w pełni zaangażowanego rodzica, choć tak naprawdę myślę tylko czy rana cieknie czy nie cieknie 😉), kulę się sprzątając i gotując grochówkę. Przede mną więc weekend kulenia... A wy jakie macie plany? 🍁🍂🍃

poniedziałek, 2 października 2017

Powroty

Ponownie powoli wracam do codzienności. Do życia bez paraliżującego lęku. Czas zanim wrócę do pracy (oparzenie popromienne a ja nadal 1:0) charakteryzuje się spowolnieniem we wszystkich sferach życia. Mam czas pobyć z dzieckiem na placu zabaw, ugotować co dzień inny, kolorowy obiad, poleżeć z książką, popatrzeć na drzewa w ich jesiennym przyodziewku i czerpać z tego wszystkiego spokój i radość.

O jak mi dobrze...

Na zdjęciu mała migawka z fragmentu mojego dnia: 


sobota, 30 września 2017

Sobota dzień kota :P

Jakie macie plany na dziś? Pogoda zachęca by zrobić np spontaniczny wypad na rower i może właśnie to was dziś czeka. Mnie za to czeka co ośmiotygodniowe obowiązkowe płukanie portu naczyniowego. Ponieważ moja oparzelina się radośnie zwiększa, niemożliwym stało się założenie biustu. Jeśli zobaczycie dziś w okolicach Gocławia płaską jak przysłowiowa deska okularnicę z książką pazuchą, istnieje duże prawdopodobieństwo, że eto budziet ja.