środa, 17 października 2018

Profilaktyczna owariektomia

Dziś chciałabym Wam opowiedzieć trochę o moich wrażeniach i odczuciach w związku z profilaktyczną owariektomią, którą przeszłam ponad dwa lata temu, miesiąc po ostatnim wlewie chemii. Czy sam zabieg jest straszny? Czy trzepią mnie uderzenia gorąca? Czy nie żałuję? Zaraz Wam wszystko opowiem :)

Rak jajnika to dla mnie temat dość bolesny, na tę chorobę zmarła moja mama, a była najwspanialszą osobą, jaką dane mi było w życiu spotkać. Była moją prawdziwą przyjaciółką, co dzień odczuwam jej brak. Mama, w kilka lat po zachorowaniu przebadała się pod kątem mutacji i wyszedł jej nieciekawy pakiet w obrębie genów BRCA1 i BRCA2. Następnym jej krokiem było namówienie mnie na zrobienie takowych badań, po których okazało się, że odziedziczyłam niesławną mutację BRCA2, wiedza ta pozwoliła na wczesne wykrycie mojego dziada, co prawdopodobnie znacznie wydłużyło moje życie. Mamo, dziękuję Ci, że tak mnie cisnęłaś :)

Kiedy okazało się, że mam raka piersi spowodowanego wyżej wspomnianą mutacją, zaproponowano mi profilaktyczne usunięcie drugiej piersi i jajników wraz z przydatkami (owariektomia). Nie wahałam się ani chwili. O profilaktycznej mastektomii może napiszę innym razem. Dziś powspominamy tylko moje jajniki ;)

Operację owariektomii miałam w czerwcu 2016 roku, została przeprowadzona metodą laparoskopową, co oznacza, że nie było cięcia przez wszystkie warstwy jamy brzusznej, a zrobiono mi jedynie trzy schludne dziurki, jedną w pępku i dwie po bokach dolnej części jamy brzusznej. Sam zabieg oceniam jako mało uciążliwy, byłam operowana w czwartek po południu, a o 6 rano wstałam z łóżka i wyruszyłam na poszukiwanie pielęgniarki, która by mi wyjęła cewnik. W sobotę rano dostałam wypis i do domu. Ból oceniam jako w zasadzie żaden. Chyba nawet w domu nie brałam już żadnych leków przeciwbólowych.

Wielu lekarzy różnych specjalności bardzo mnie przestrzegało przed tym zabiegiem. Powoduje on chirurgiczną menopauzę i niestety przyspieszone starzenie się organizmu, a w efekcie wcześniejszą śmierć. Rozumiem wszystkie argumenty przeciw, ale rak jajnika jest praktycznie niewykrywalny we wczesnym stadium, przeważnie diagnozuje się go w III lub IV stadium choroby. Być może przeciwnicy tej metody nie widzieli jak to dziadostwo szybko się rozsiewa i zabija i stąd takie opinie. Natomiast każdy lekarz, z którym rozmawiałam, a który zetknął się osobiście z rakiem tego narządu, gorąco popierał u mnie profilaktyczną owariektomię, co jednak daje do myślenia.

Jak podaje Wikipedia skutki długoterminowe to:

zaburzenia hormonalne rozciągające się daleko poza menopauzę. Odnotowane ryzyko i skutki uboczne obejmują przedwczesną śmierć, choroby sercowo-naczyniowe, upośledzenie poznawcze i otępienie, parkinsonizm, osteoporozę i złamania kości, pogorszenie dobrostanu psychologicznego i funkcji seksualnych.

Musicie przyznać, że nie wygląda to wesoło. I dalej:

Owariektomia wiąże się ze znacznie podwyższoną umieralnością długoterminową bez uwzględniania przyczyny, z wyjątkiem sytuacji, gdy wykonuje się ją w prewencji raka u nosicieli mutacji BRCA wysokiego ryzyka. Efekt ten wyraża się zwłaszcza u kobiet, które poddały się zbiegowi w wieku poniżej 45 lat.

To już lepiej, prawda? ;)

Ja swojej decyzji naprawdę nie żałuję pomimo zmian, które zaszły w moim organizmie po tej operacji. Co się zmieniło przez te dwa lata?

Oczywiście nie mam menstruacji, to akurat na duży plus.

Zmieniła mi się figura, teraz cały tłuszczyk lokalizuje się w okolicy brzucha, dziwnie to wygląda ;)

Uderzenia gorąca miewam sporadycznie, natomiast powoduje u mnie duże osłabienie, które mija po kilku/kilkunastu minutach.

Moja skóra jest bardziej sucha i wymaga zdecydowanie treściwszych kosmetyków nawilżających i natłuszczających.

Moje worki pod oczami osiągnęły rozmiary sporej śliwki, także tego...

Mam huśtawki nastrojów.

Odczuwam dolegliwości bólowe ze strony kości i stawów, w okresie jesienno-zimowym potrafią być naprawdę uciążliwe.

Pogorszyła mi się znacznie pamięć*.

Mam problemy w koncentracją, często jestem otępiała i potrzebuję znacznie więcej czasu na wykonanie czynności, które wymagają wysiłku umysłowego*.


Praktycznie utraciłam podzielność uwagi*.


Męczą mnie uporczywe aury bezmigrenowe (nikt kto nie poznał na własnej skórze czym jest aura, nie zrozumie)*.

* To co jest na niebiesko, równie dobrze może być efektem chemobrain. Ja tego nie wiem. Odpowiedzi na pytanie, co mi bardziej zaszkodziło, chemioterapia czy menopauza, pewnie nie poznamy.

Pomimo tego wszystkiego nie żałuję swej decyzji. Starość i tak wcześniej czy później dopadnie każdego, a ja choć wolniej, jednak cały czas idę przed siebie. Moje niedołęstwo ;) nie przeszkadza mi cieszyć się życiem, a świadomość, że nie muszę się martwić co podstępne, zmutowane komórki knują w mojej jamie brzusznej, jest wyzwalająca :)

Dzisiejszy wpis kieruję głównie do mutantek, które być może stoją właśnie w obliczu podjęcia decyzji o profilaktycznej owariektomii. Mocno przytulam i przesyłam Wam moje Siostry moc pozytywnych wibracji. 

czwartek, 20 września 2018

Zdrowa!

Pomimo moich obaw, trzy lata po operacji wycięcia mojego raka i rok po skończeniu leczenia wznowy, jestem zdrowa! Zdrowa i szczęśliwa! Oby to oszałamiające uczucie trwało jak najdłużej...

sobota, 8 września 2018

Bez tytułu

I wrzesień i nowe oraz znane już mi wyzwania przede mną. Od sierpnia po uszy tkwię w remoncie, wracając po urlopie do pracy zamiast tryskać pozytywną energią, czułam się jak ofiara zderzenia z ciężarówką. Do tego mój syn właśnie rozpoczął nowy etap życia idąc do szkoły podstawowowej, co zaowocowało u mnie małym załamaniem nerwowym, jestem bowiem tak skonstruowana, że wszystko przeżywam w dwójnasób. No i w poniedziałek (znów, ach znów) czeka mnie do kontrolna tomografia ( te słowa brzmią dla mnie jak dźwięk zaostrzonego kawałka stali przesuwanego po tafli szkła) więc prośba o kciuki itepe itede....

sobota, 7 lipca 2018

Mazury

Pozdrawiam Was bardzo ciepło z pięknego zakątka Polski. Czuję się w pełni zrelaksowana pomimo jazgoczących dzieci 🌲🌳🍃🌊😎🌞i ładuję akumulatory.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Kontrolne usg

Dziś rano miałam kontrolne usg resztek piersi, węzłów pachowych i nadobojczykowych. Miło mi podzielić się z Wami moją radością, bo badanie nie wykazało nic niepokojącego 💃😊😀

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Lato za pasem

Tak to w życiu jest, że chwile spokoju (chyba poza okresem dzieciństwa i młodości)  towarzyszą nam sporadycznie. U mnie jak zwykle chwila oddechu i znów się zadziało. Trzymamy się wszyscy jakoś psychicznie, wspierając się nawzajem. Co dzień dziękuję Bogu za wspaniałą rodzinę, którą mnie obdarzył. Czekamy na dalszy rozwój wypadków.

***

Tymczasem ze spraw prozaicznych, zdycham marnie z powodu afrykańskich upałów, a to przecież dopiero początki sezonu letniego. Coś mi się porobiło, że po wyjściu na słońce od razu mam mdłości i tępy ból głowy. Marzę skrycie by spędzać dni okryta jeno cienkim prześcieradłem, w towarzystwie wiatraka i schłodzonych napojów. Niestety jak większość ludzi mogę zapomnieć o tej kuszącej wizji i czekać na załamanie pogody ;)