środa, 11 października 2017

Goję się

No hoho... Jestem po raz kolejny pełna podziwu dla mojego ciała. W ciągu kilku dni stan mojej skóry znacznie się poprawił. Gdy już się zaczęło goić, to proces idzie błyskawicznie. Wprawdzie mój chirurg-onkolog aż jęknął, gdy dziś podniosłam bluzkę, ale szybko mu wytłumaczyłam, że teraz to doprawdy jest już naprawdę świetny widok ;)

***
Co porabiacie w jesienne wieczory? Ja dziś pomyślałam, że przez ostatnich 20 lat mój ulubiony sposób ich spędzania zasadniczo nie uległ zmianie. Wieczór idealny to: książka z cyklu Jeżycjada, słone paluszki i herbata :D

piątek, 6 października 2017

Drugi stopień...

Drugi stopień odczynu popromiennego - oto naukowa nazwa pogorzeliska na mojej klacie. Byłam dziś u radioterapeuty, po tym jak rano zdjęłam bawełnianą koszulkę, w której spałam, razem ze skórą, jednak lekarz twierdzi, że to zwykłe atrakcje po takiej dawce naświetlań.

No to kulę się dalej. Ile dam radę, oddaje się tej szlachetnej czynności w pozycji horyzontalnej, ale kulę się z bólu również w sklepie, autobusie i tramwaju. Kulę się w poczekalniach, rozmawiając z nauczycielką syna(staram się sprawiać wrażenie w pełni zaangażowanego rodzica, choć tak naprawdę myślę tylko czy rana cieknie czy nie cieknie 😉), kulę się sprzątając i gotując grochówkę. Przede mną więc weekend kulenia... A wy jakie macie plany? 🍁🍂🍃

poniedziałek, 2 października 2017

Powroty

Ponownie powoli wracam do codzienności. Do życia bez paraliżującego lęku. Czas zanim wrócę do pracy (oparzenie popromienne a ja nadal 1:0) charakteryzuje się spowolnieniem we wszystkich sferach życia. Mam czas pobyć z dzieckiem na placu zabaw, ugotować co dzień inny, kolorowy obiad, poleżeć z książką, popatrzeć na drzewa w ich jesiennym przyodziewku i czerpać z tego wszystkiego spokój i radość.

O jak mi dobrze...

Na zdjęciu mała migawka z fragmentu mojego dnia: 


sobota, 30 września 2017

Sobota dzień kota :P

Jakie macie plany na dziś? Pogoda zachęca by zrobić np spontaniczny wypad na rower i może właśnie to was dziś czeka. Mnie za to czeka co ośmiotygodniowe obowiązkowe płukanie portu naczyniowego. Ponieważ moja oparzelina się radośnie zwiększa, niemożliwym stało się założenie biustu. Jeśli zobaczycie dziś w okolicach Gocławia płaską jak przysłowiowa deska okularnicę z książką pazuchą, istnieje duże prawdopodobieństwo, że eto budziet ja.

piątek, 29 września 2017

***

Byłam u onko.
Chemii nie będzie.
Podobno po tak radykalnej dawce napromieniania nie na szans by coś tam przetrwało i patrząc na to co pozostało z mojej skóry, wierzę w to.

Ręka bolesna i słaba jak sflaczały balonik. Więc muszę ją jakoś podleczyć... Na razie dużo odpoczywam i zamierzam wrócić niebawem do pracy. A dziś będę świętować z moimi mężczyznami obiadem w ulubionej restauracji :)

Bywajcie

***
EDIT

Ręka ręką, odpoczynek odpoczynkiem a porządki same się nie zrobią... Szmata w omdlewającą dłoń i jadę :-D


niedziela, 24 września 2017

Post na żądanie

Ostatnio dostałam opieprz od pewnej namolnej czytelniczki, że od miesiąca nic nie napisałam. Nie czuję się jakoś specjalnie zakłopotana, jednak postanowiłam skrobnąć co u mnie słychać, specjalnie dla moich kilku stałych i wiernych czytaczy.

Zostały mi już tylko 3 naświetlania. Niestety skóra pod pachą mocno ucierpiała i wygląda jak siekany kotlecik. Poza tym piecze, boli i swędzi... Słabo trochę, no ale czego się nie robi aby unicestwić pewną małą gnidę, która bardzo mnie niestety polubiła.

W środę jadę do mojej onko dowiedzieć się co dalej... Leczę się w Magodent przy ul. Fieldorfa. Ja nie narzekam, choć do poczucia, że jest strasznie uciesznie, jestem bardzo daleka. Jednak ostatnio przeczytałam post na blogu mojej onkokumpeli i zachęcam was do zapoznania się: http://wznowarakowa.blogspot.com/2017/09/jak-lux-med-ma-gdzies-pacjentow-ze.html?m=0

czwartek, 24 sierpnia 2017

Luz, blues i orzeszki

Czyli jak to z moją pierwszą radioterapią było...

Pojechałam na 14.15, byłam oczywiście wcześniej bo należę do tej grupy osób, które wolałyby raczej skoczyć z okna niż się gdzieś spóźnić.

Szpital czysty, nowoczesny i cichy.
Pusto... Ludzi prawie nie ma. Panie w recepcji miłe i uśmiechnięte. W tle słychać tylko jednostajny szum maszyn i dźwięk windy.

Samo naświetlanie szybko i bezboleśnie. Pełna profeska. Jestem niezwykle zadowolona. W najbliższą przyszłość patrzę ze spokojem. A że wznowa, że radio... Cóż, widocznie wszystkiego trzeba w życiu doświadczyć ;)